www.Rejtan.EU

Do wyborów zostały niecałe 2 tygodnie. Robota wre w najlepsze. Obserwuje wiele, docierają do mnie różne wiadomości. Prawdą jest również to, że większość wypowiedzi które publikowane są na profilach redagowane są moimi rękami. Marian zadzwoni gdzieś z trasy, poprosi o wpisanie tekstu, dodanie zdjęcia, czy też wrzucenia filmu ze spotkania itp. To jest normalne, że prowadzeniem kampanii w mediach elektronicznych zajmuje się sztab a nie Kandydat. Każdy ma u nas określone obowiązki - chłopaki w Warszawie robią dobrą robotę na linii medialnej, my w Lublinie - na linii mediów społecznościowych. Natomiast tu muszę powiedzieć, że wiadomości na profilu (gdy jeszcze była opcja wymiany korespondencji) wszystkie były skrupulatnie przez Niego czytane i osobiście na nie odpowiadał.

 Jednak, powiem Państwu szczerze, że mając bezpośredni wpływ na to, co się dzieje na profilu fb (w sensie treści) czasami krew mnie zalewa. I nie dlatego, że ktoś coś napisze złego. Albo ja muszę coś "nie po swojemu" zredagować. Powód jest zupełnie inny. 

Marian dzwoni z trasy, poddaje temat (lub chce się odnieść szerzej do sprawy którą mu zreferujemy), wyrazi stanowisko i później ja to redaguje i puszczam w eter. I tu się zaczyna moment zdenerwowania. Wieczorem człowiek uruchamia telewizor i słyszy... siebie. To znaczy, tekst który napisałem wczoraj, czy przed tygodniem, jedno sformułowanie, zdanie które mi się podobało jest powtórzone przez innego kandydata. Czasami dzwonią koledzy ze Sztabu i mówią: "znowu dziś leciałeś w pudełku", albo "ten i tamten znowu jedzie twoimi tekstami". Bo inaczej coś się odbiera, gdy człowiek to przeczyta jako jedną z wielu informacji która dociera do nas każdego dnia a inaczej, gdy nad jednym wpisem siedzi się 10 minut, a czasami więcej.

Od samego początku twierdziłem, że taka ilość kandydatów antysystemowych jest tylko i wyłącznie po to, aby móc odebrać elektorat (i fundusze na kampanię) Ruchowi Narodowemu. Że są "wentylami bezpieczeństwa" na nas. 

Dlaczego? Janusz Korwin-Mikke nie przepuści żadnej okazji, aby trochę na emeryturze pobyć sobie w szklanym pudełku. Jednak, załóżmy, że panowie Kukiz, Braun i Tanajno nie zdobyli wymaganej ilości (100.000) głosów, aby się zarejestrować - co było wielce prawdopodobne. Przeciwko sitwie stają Kowalski z Korwinem. Media mają 8 a nie 11 kandydatów. Możliwe są debaty w różnych konfiguracjach, którymi zainteresowałyby się media. Wiem, że w lutym próbowałem zorganizować debatę z Januszem Palikotem. Odpowiedź chęci debatowania nastąpiła w Wielki Czwartek, gdy z Marianem szliśmy na wywiad do mnie do studia. Do dziś jednak taka debata nie miała miejsca. A tak, zamiast kampanii merytorycznej, mamy kampanię kur, wyzwisk, dmuchanych krzeseł, sukienek i jeżdżących busów. Nie tego się spodziewałem po 25 latach "wolności".

Ze różnych oficjalnych źródeł wiem, że na dwa tygodnie przed terminem rejestracji (czyli w okolicach lubelskiej Konwencji) Ruch Narodowy miał zebrane około 90.000 -100.000 podpisów w sztabie w Warszawie. Natomiast z informacji które do mnie docierały - panowie Braun i Kukiz ledwo dobijali do jednej trzeciej. Rozumiem, że efekt pospolitego ruszenia, wymiany kart i mobilizacji zrobił swoje. Nie mogę mieć nikomu za złe, że złożył swój podpis poparcia. Sam poparłem wielu z tych, którzy nie przekroczyli progu wyborczego. Dyskurs jest potrzebny. Jednak wiem, że jeżeli kogoś popieram, to później jestem współodpowiedzialny za jego decyzje i to co głosi.

Ze sztabowego obowiązku oglądam (lub odsłuchuje w późniejszych terminach) wszystkie wiadomości puszczane przez telewizje. Komercyjne i "reżimowe". I niestety, mniej więcej na 100 wystąpień piątki antysystemowych kandydatów (mniej więcej) 40 razy pojawia się Janusz Korwin-Mikke, 30 Paweł Kukiz, 20 Grzegorz Braun, około 10 wejść jest Mariana Kowalskiego. I raz na 100 emisji pojawia się Pan Paweł Tanajno. Podobnie jest z podziałem czasowym. Wiem również, że na wszystkie spotkania otwarte z Marianem zapraszana jest telewizja publiczna (oraz ogólnopolskie stacje komercyjne). Czasami nawet przyjedzie. Czasami zadadzą jakieś pytania. Jednak, na koniec dnia częstokroć nie ma żadnej wzmianki o aktywności Mariana, w mediach ogólnopolskich. Bo co mi z tego, że informacja pójdzie w lokalnej Panoramie, jak zasięg ograniczony. Natomiast o trasie przejazdu danego dnia kandydatów z sejmowych partii (czyli Komorowski/Duda/Jarubas/Ogórek/Palikot) widzowie są informowani z dokładnością co do godziny. I gadające głowy szczypią się, wymieniając kopniakami w kostkę.

Ponieważ śledzę również poczynania pana Pawła Tanajno - widzę że manifestacje które są organizowane przez Jego Środowisko są zupełnie pomijane w przekazie medialnym. Co - oczywiście - mnie nie dziwi. Niemniej, trójka - Braun/Kowalski/Tanajno są zupełnie pomijani w mediach. Nie istnieją, bo mogą najbardziej zagrozić?

I na koniec: jeżeli widzisz gdzieś te grafiki w sieci, to miej świadomość, że moją ręką zostały uczynione :)