www.Rejtan.EU

Dziś, po powrocie do domu usiadłem w fotelu i dotarło do mnie jedno. Dziś był ten dzień, który będę pamiętał do końca życia, o którym będę mógł mówić: "Byłem, uczestniczyłem w tym wydarzeniu". Był to jakiś przerywnik od codzienności. Rano wychodząc z domu zastanawiałem się, czy chce mi się jechać, czy nie lepiej zająć się czymś innym. Ale serce dyktowało: "Jedź". To tylko godzina, a w ten sposób oddasz hołd Ostatniemu Niezłomnemu. Pojechałem. I dopiero później zaczęło do mnie docierać.

Ze dwadzieścia kilka lat temu, kiedy w telewizji zaczęły się pojawiać kolorowe bajki (najbardziej lubiłem piątkowe Smerfy) - uwielbialiśmy z rówieśnikami się z nimi identyfikować. Każdy chciał być Zgrywusem, Osiłkiem, czy Papą Smerfem, nawet mieliśmy Gargamela. Nikt nie chciał być jednak Lalusiem. I kiedyś powiedziałem do swojego Dziadka, gdzieś w rozmowie, opisując jakąś sytuację, "to wiesz Dziadziu, takie lalusie są". Natychmiast czoło Dziadka się zachmurzyło, dostałem ostrą reprymendę, abym nie wymawiał tego pseudonimu z pogardą. Ale jak to? Pseudonimu? Przecież to Smerf. I tutaj Dziadek wprowadził mnie w konspiracyjne tajniki. Bo sam, jako młody chłopak pomagał "Chłopcom z Lasu", a że mieszkali w terenie leśnym - to Partyzanci często byli u nich gośćmi.

Zbrodnie komunistyczne były nazywane po imieniu. Zresztą, spora część mojej rodziny działała w pierwszej "Solidarności". Wielu znajomych moich Rodziców, Sąsiadów siedziało w obozach internowania. Sam, jako 3-4 latek potrafiłem w kolejce w sklepie zacząć nucić "Żeby Polska była Polską", chyba nawet niezbyt dokładnie wypowiadając wszystkie sylaby. Gdyby wtedy żona Milicjanta doniosła mężowi, byłbym może pierwszym intrenowanym przedszkolakiem.  Można powiedzieć - od młodości w pogardzie miałem czerwoną zarazę.

Jednak, widząc dziś rejestracje, flagi i transparenty z całego kraju, nie potrafiłem powstrzymać się od wzruszenia. Stojąc 3 metry od Żołnierzy oddających salwę honorową podczas składania urny z Czaszką "Lalka", słysząc ten potężny huk wystrzału wiedziałem, że powinienem tu dziś być. Winny jestem to nie tylko Wyklętym, ale przede wszystkim mojemu Dziadkowi, który jako pierwszy mi o "Ludziach z lasu" opowiedział. A kim był "Laluś" pisałem już jakiś czas temu na moim blogu [link]