www.Rejtan.EU

Każdy, kto startuje w zawodach marzy o pierwszym miejscu, o wygranej, o dostaniu się na podium. Gdy w maratonie bierze udział kilka tysięcy osób, każdy chce dać z siebie wszystko. W roku 2014 posmakowałem "małej polityki" i dowiedziałem się wiele. Zarówno o jej dobrej, jak i złej stronie. Do momentu ogłoszenia wyników wyborów wierzyłem, że w tym Narodzie jest jeszcze szczypta zdrowego rozsądku.

W moim okręgu zdobyłem całe 125 głosów. Jednak w tydzień po podaniu wyniku z kalkulatora1.exe zaczęły się pytania: "Panie Jarku, głosowałem na Pana z całą rodziną, ile pan zebrał głosów". Gdy zacząłem zapisywać - wyszło, że na moją skromną osobę głos oddało blisko pół tysiąca wyborców. Jednak, cud nad urną zrobił swoje. Cieszyć się trzeba, że nie miałem głosów ujemnych.

Dlaczego to piszę?

Nie chcę się chwalić ani żalić przegraną w ostatnich wyborach samorządowych. To już jest przeszłość, nikt jej nie wróci. Dziś musimy spojrzeć się w przyszłość i nauczeni doświadczeniem nie popełniać tych samych błędów. Kiedyś na facebooku napisałem zdanie, że "Lawina zaczyna się od jednego kamienia, któremu znudziło się leżeć cały czas w tym miejscu". Wiem, że w Polakach jest jeszcze potencjał do pozytywnego działania. Widzę, że ludzie mają serdecznie dosyć tego, co się w polityce wyprawia. Brakuje nam motywacji do działania. Zawłaszczenie z OFE było za mało, wprowadzenie ACTA - też. Przypomina mi się stary dowcip ze Stanu Wojennego, jak dziennikarz pyta nowo przybyłego emigranta, jak tam sytuacja w Polsce. I na każde pytanie tenże odpowiada: "nie mogliśmy narzekać". W końcu zdenerwowany zadaje pytanie: "To po co przyjechał Pan do Wiednia"? "Bo tu wolno narzekać" odpowiedział emigrant.

Bóg dał trochę odwagi, więc staram się robić coś dla innych. Otwierać oczy i umysły. Pozwolicie, że przejdziemy od słów do czynów.

Jak pewnie wiecie, trwa kampania prezydencka. Ruch Narodowy desygnował Mariana Kowalskiego, prywatnie mojego kolegę. Dlatego nie mogę zostać obojętny na to co się dzieje w sieci. Pozwólcie, że przedstawie pewne swoje argumenty, z którymi raczej nie będzie można polemizować.

Często obserwuję brak wiary we własne siły wśród ludzi komentujących bieżące wydarzenia na facebooku. Ot, faktycznie, sami nie potrafimy wiele dokonać.

Przykład z życia: czy jedna osoba jest w stanie popchać ciężarówkę? Powiecie: strongman, tak. A ile zatem potrzeba osób, aby taką ciężarówkę wyciągnąć z błota? Kiedyś miałem taką sytuację, że jadąc na wigilię do Babci (właśnie ciągnikiem siodłowym, bo innego pojazdu nie mieliśmy) wpadliśmy w koleinę. Miałem wtedy ze 13-15 lat. Do wyciągnięcia samochodu potrzebne były 3 osoby. Ja, moja Mama i Jej najmłodszy Brat. Osobno żadne z nas nie miało szans - wspólnie daliśmy radę. Trochę ubłoceni, ale dotarliśmy przed pierwszą gwiazdką.

Dostałem dziś od Administratorów strony sympatyków Mariana Kowalskiego takie oto zestawienie. Nie znam się na tych facebookowych zagrywkach, ale cyfry są nad wyraz obiecujące. Jest to zestawienie z ostatnich 7 dni. Wynika z niego, że strona, która ma niespełna 4 tysiące polubień była w stanie wygenerować 422 tysiące ruchu. Jak dowiedziałem się od Admina podpisującego się jako /R/ - jest to wynik tylko i wyłącznie działania osób, które aktywnie działają na stronie - udostępniają materiały, wspominają stronę w postach. Jeżeli te liczby nie przemawiają, to ta liczba jest w stanie wyciągnąć z błota ponad 140 tysięcy ciężarówek. Czy dla takiej siły straszna jest medialna blokada, jaka jeszcze jest założona na Mariana?

Ludzie, jeżeli wszyscy choć trochę zaangażujemy się w tą kampanię na miarę naszych możliwości, to za dwa miesiące misie polarne z jakiejś Grenlandii będą chciały przyjąć Polskie obywatelstwo, aby móc zagłosować w majowych wyborach. Właśnie na kol. Mariana. Ba, nawet opanują Polski szybciej niż Donald opanował angielski. I to ostatnie, choć trochę humorystycznie mówię całkiem serio.

Więc zapytam: czy nadal niektórzy z Was uważają, że "Kandydowanie Mariana Kowalskiego osłabia pozycję opozycji"?